Wysłany: 2008-06-01, 09:44 Bombardowanie... bombowców Oddział: Wojska Lądowe
Lotnictwem nie interesuję się właściwie wcale, jednak przypadkiem natknąłem się na kilka lakonicznych wzmianek o orginalnym sposobie walki z dużymi grupami bombowców, który mnie zaintrygował. Polegał on na zrzucaniu przez Niemców bomb na formacje alianckich samolotów bombowych ze znajdujących powyżej maszyn Luftwaffe.Skuteczność tych ataków nie była chyba zbyt duża, ale jeżeli ktoś o tym wie więcej to chętnie dowiem się czegoś więcej.
_________________ Jeniec wojenny to człowiek, który próbuje zabić ciebie i mu się to nie udaje, a potem prosi ciebie, żebyś nie zabijał jego.
Ta metoda nie była skuteczna,ale jednak jest bardzo ciekawa i warta odnotowania.
Tym sposobem strącili kilka-kilkanaście maszyn ale po prosty koszty tych bomb się nie zwracały
Co warte jest zaznaczenia bomby w 80 % przypadków nie zrzucały myśliwce tylko Ju-87 i Ju-88.(choć z drugiej strony co mogły one robić innego w czasie nalotu).
Pablo ! litości Ju 87 to bombowiec nurkujacy a nie horyzontalny i druga sprawa jego pułap i predkość przelotowa z ładunkiem ,popatrz na dane......
wracając do tematu byla to metoda malo efektywna stosowana rownież przez Japończyków bardziej ciekawa matoda to tzw. ukośna muzyka..
Oczywiście,że Ju-87 to bombowiec nurkujący,ale w 1943 roku wykonał kilka takich lotów bombardując w klasyczny sposób oczywiście bez rezultatów.Gdzieś miałem książkę o taktyce walki Luftwaffe i jest tam ładny rysunek jak miała to wyglądać w przypadku Ju-87.
"Bombardowanie powietrzne" to taki przedwojenny pomysł, w wielu krajach je rozważano, m.in. nawet lotniczych potęgach jak USA czy ZSRR. W praktyce na większą skalę próbowali tego tylko Niemcy i też im niespecjalnie wyszło. Okazało się że nieuniknione drobne błędy w ocenie odległości, prędkości i kursu celu, jak również wiatru, przekładają się na tak duże odchylenie punktu trafienia że jest ono bardzo mało prawdopodobne.
Rosjanie zamierzali stosować do takich zabaw bomby odłamkowe AO-8 bez stateczników czyli de facto pociski 76 mm z zapalnikiem czasowym. Amerykanie jakieś małe bomby odłamkowe, nie pamiętam w tej chwili, jakiego wagomiaru. Niemcy przećwiczyli z najszerszą gamą bomb, odłamkowymi SD 50, SD 70, SD 250 i SD 500 (z zapalnikiem czasowym lub barometrycznym) a także kasetowymi - jak pamiętam jakieś efekty uzyskano właśnie z nimi, przy AB 250 z ładunkiem 108 lub 144 bomb 2 kg SD 2 Zt ( z zap. czasowym).
Niemcy przećwiczyli z najszerszą gamą bomb, odłamkowymi SD 50, SD 70, SD 250 i SD 500 (z zapalnikiem czasowym lub barometrycznym) a także kasetowymi - jak pamiętam jakieś efekty uzyskano właśnie z nimi, przy AB 250 z ładunkiem 108 lub 144 bomb 2 kg SD 2 Zt ( z zap. czasowym).
Coś mi się kojarzy, że Niemcy zastosowali bomby na spadochronach, ale nie jestem pewien Na pewno i tak było to nieskuteczne.
I ciekawe jakie zapalniki powinni na chłopski rozum zastosować. Czasowe czy wysokościowe?
wszystko to rozbijało sie o precyzyjny celownik jaki w tym czasie nie był dostepny zapalnik generalnie w pociskach plot nastawiało sie mechanicznie po okresleniu przez dalmierz optyczny wysokości ta z tablic była przeliczana na czas plus czas tzw likfidatora czyli jezeli pocisk nie trafił bezpośredno dzialaly dwa mechanizmy wysokościowy i czasowy a nastepnie samolikfidator oczywiście poza zapalnikami zblizeniowymi ale dysponowali nimi tylko amerykanie , z bomba było Zupelnie inaczej zapalnik uderzeniowyz opuzniaczem itd. w tym wypadku nie wyobrazam sobie mechanicznego programowania zapalnika w komorze bombowej , poprostu stosowano zapalniki uderzeniowe z samolikfidatorem.
zapalnik generalnie w pociskach plot nastawiało sie mechanicznie po okresleniu przez dalmierz optyczny wysokości ta z tablic była przeliczana na czas plus czas tzw likfidatora czyli jezeli pocisk nie trafił bezpośredno dzialaly dwa mechanizmy wysokościowy i czasowy
Gwoli ścisłości, oczywiście nie z tablic (kto miałby na to czas?), liczył to tzw. przyrząd centralny baterii plot. czyli taki elektromechaniczny "komputer" - kalkulator balistyczny. Wprowadzało się do niego dane balistyczne dział i pocisków, warunki meteorologiczne oraz na bieżąco dane z dalmierza o odległości i kursie celu. A on wyliczał punkt celowania i czas lotu pocisków i podawał to w formie gotowych ustawień dla dział i zapalników albo nawet sam te działa ustawiał. Pociski miały zapalnik czasowy (z jakimś ciśnieniowym byłoby za dużo zachodu w tym przypadku), oczywiście miał też funkcję uderzeniową gdyby się jakimś cudem udało bezpośrednie trafienie (a zdarzało się czasami). Zapalnik był najczęściej pirotechniczny, zapalał się od przyspieszenia w momencie wystrzału, długość ścieżki regulowana była w dość skomplikowany sposób, nie wiem czy jest sens tu opisywać, żeby się aż tak wgłębiać. Czasem (Niemcy) stosowano też mechaniczny zapalnik czasowy (zegarowy).
Co z tego się do tych naszych bomb nadaje... raczej niewiele. Gdyby zminiaturyzować przyrząd centralny i dalmierz tak by się zmieścił w samolocie i gdyby można było nastawiać zapalniki czasowe w bombach wg ich wskazań to ewentualnie jeszcze... Ale jak sądzę robiono to wszystko "w drugą stronę", nastawiano zapalniki czasowe w bombach jeszcze na ziemi a potem starano się tak manewrować nad wrogą formacją by te bomby zrzucić w odpowiednich warunkach tak żeby walnęły w pobliżu celu.
Cytat:
Coś mi się kojarzy, że Niemcy zastosowali bomby na spadochronach, ale nie jestem pewien Na pewno i tak było to nieskuteczne.
I ciekawe jakie zapalniki powinni na chłopski rozum zastosować. Czasowe czy wysokościowe?
Ha czego oni nie zastosowali oczywiście i na spadochronach i nawet coś w rodzaju "sieci" rozwijanej z samolotu, z przyczepionymi gdzieniegdzie ładunkami wyb. (coś w rodzaju zapory linowej tylko bez balonów, tak sobie opadającej na spadochronikach). Generalnie obecność spadochronu ułatwia zauważenie takiej bomby i jakiś tam unik a poza tym do błędów wynikających z określenia odległości prędkości i kursu dodajemy sobie jeszcze błąd ukreślenia welkości wiatru bocznego. Nawet te "sieci" kilkudziesięciometrowe znosiło zwykle tak, że wpadnięcie w nią samolotu nie było możliwe, a co dopiero bombę której promień rażenia był raczej mniejszy. Wręcz na odwrót, np. w przypadku wspomnianej bomby kasetowej zawierającej SD 2, w tych właśnie "powietrznych" SD 2 zlikwidowano owe "spadochroniki" czy raczej hamulce aerodynamiczne (może wkleję link do jakiejś fotki np. http://www.millsgrenades....20practice.JPG, będzie bardziej zrozumiałe, hamulce to te półcylindryczne elementy obudowy, a te płaskie krążki nadają SD 2 rotację - one zostały).
A zapalnik na logikę lepiej czasowy, ciśnienie powietrza na danej wysokości nie jest wszak stałe i niezmienne, wiadomo że są wyże niże itd. i mamy kolejny czynnik, który może spowodować błąd, przekraczający promień rażenia bomby. Grawitacja jest znacznie dokładniejsza.
Cytat:
Słyszałem też coś o bombach holowanych za samolotami
Tak, firma DVL wymyśliła, Bf 109 miał holować bombę 50 - 500 kg na 500-1000 m lince, posługując się specjalnym stereoskopowym celownikiem, i detonować ją zdalnie. Wydaje się to o wiele za skomplikowane w akcji dziennej, wszak eskorta bombowców nie będzie przyglądać się jak nadlatuje jakiś idiota z bombą na lince
Brytyjczycy próbowali takiego systemu na nocnych myśliwcach (Douglas Havoc czyli odpowiednik P-70 czyli przeróbka bombowca Boston) - na 600 m lince holowana była mina o wadze chyba 680 kg, na kilkadziesiąt prób udało się 1 zestrzelenie a i to wg mnie spory wyczyn. Ówczesne radary miały spore problemy z wykryciem celu na tle ziemi, zwykle manewrowano tak by zaatakować od dołu, a tu trzeba było następnie wznieść się nad cel z tą bombą na lince, na odpowiednią wysokość... strasznie dużo roboty jak widać, zwłaszcza w porównaniu z działaniem normalnego nocnego myśliwca: podejść jak najbliżej i wystrzelić salwę ze wszystkich luf...
A i jeszcze pomyślałem że wrzucę tu dane z tabelki z jednej książki (F.Hahn "Deutsche Geheimwaffen 1939-45" i tu proszę mnie docenić miałem z nią do czynienia przed laty jeszcze w czasach przedkserograficznych a więc w pocie czoła poprzepisywałem sobie różności . Tabelka przedstawia dla 4 popularnych bomb niemieckich odległości z jakich bomba użyta w bombardowaniu powietrznym mogła zniszczyć 4-silnikowy bombowiec z prawdopodobieństwem 95-98%. SD to Sprengbombe Dickwandig, czy Dickwandige, co można przetłumaczyć jako "burzące grubościenne" czyli takie odłamkowo-burzące powiedzmy. Liczba w nazwie to wagomiar bomby czyli jej przybliżona masa. Następna liczba to masa ładunku wyb. (kg), następnie ów promień rażenia skutecznego (m) i następnie przeciętna liczba odłamków o masie > 5 g. No to jazda:
SD 50: 16 kg, 7 m, 1400
SD 70: 21 kg, 8 m, 2000
SD 250: 80 kg, 14 m, 3700
SD 500: 180 kg, 19 m, 5300.
Odległości te na oko wydają się dosyć małe w porównaniu z praktyką bombardowania celów naziemnych. Zapewne jednak uwzględniono tu wpływ wysokości: w rozrzedzonym powietrzu fala uderzeniowa eksplozji była mniej efektywna.
Wysłany: 2011-07-15, 01:56
Oddział: Oddziały Specjalne
janusz napisał/a:
Może napiszesz wreszcie coś konkretnego w danym temacie
Nie wiem, do kogo to było skierowane, ale przyznam, że Twój post trochę mnie zmotywował do małych poszukiwań. Zapeszyłem. Temat w ogóle nie jest wart zainteresowania. Tu nie chodziło o strategiczne bombardowanie. Nie chodziło tu nawet o uzyskanie wielkich militarnych celów. Generałowie niemieccy uznali po prostu, że siły powietrzne doskonale nadają się do zastraszania wroga. Tu bardziej chodziło o "wojnę psychologiczną", niż o zdobycie zadowalających efektów w postaci zniszczonych celów.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach