Wysłany: 2008-03-30, 15:21 Czołgi w wojnie na Pacyfiku Oddział: Oddziały Specjalne
Co sądzicie o udziale czołgów na nietypowym dla nich teatrze działań wojennych w rodzaju dżungli i wysp? Czy w czasie zmagań II wojny na Pacyfiku miały one jakieś znaczenie? Nigdy nie byłem zbyt dużego mniemania o japońskich czołgach czasu II wojny światowej, ale w specyficznych warunkach całkiem nieźle chyba dawały sobie radę. Co Wy myślicie?
_________________ życie jest po to aby żyć
Windmaker Redaktor Naczelny Michał "Windmaker" Banach
Japońskie czołgi można porównać do amerykańskiego M3 Stuart, nawet najcięższe wozy japońskie jak np. Model 97 Chi-Ha nie były w stanie dorównać Shermanom.
Na Pacyfiku używano wiele różnych wozów, min. Matildy II, Shermany, M3 Stuart i jego wersje oraz wiele innych wozów jak choćby Sentinel.
Alianci używali czołgów do walki głównie, jako wsparcie ogniowe dla piechoty, ponieważ Japonia miała mało czołgów. Często używano czołgów z miotaczami ognia, które były przydatne w walkach w dżungli.
_________________
"Stałem się śmiercią; niszczycielem światów" - Julius Robert Oppenheimer
"Wojna jest sztuką, ma więc swoich artystów i mistrzów"
Zgadzam się z przedmówcą. Walki na wyspach sprowadzały sprzęt pancerny do roli "czołgu piechoty". "Bunkierki" na gąsienicach, wspierające własną piechotę i niszczące umocnienia wroga, najlepiej miotaczami ognia.
Japońska teoria wykorzystywania broni pancernej była bardzo uboga, a Amerykanie wysyłali tam głównie Granty/Lee i Stuarty, które były przestarzałe, w wyniku, czego wojna pancerna wyszła na daleki plan. Tak jak powiedział Hauer miały rolę "czołgu piechoty".
Sahir napisał/a:
Nigdy nie byłem zbyt dużego mniemania o japońskich czołgach czasu II wojny
A co powiesz na Typ 2 Ka-Mi. Bardzo ciekawa konstrukcja.
Wysłany: 2008-07-14, 14:17
Oddział: Oddziały Specjalne
Type 2 Ka-Mi to faktycznie ciekawy czołg-amfibia. Jednak wyprodukowano go w zbyt małych ilościach (około 190) i był zbyt słabo uzbrojony (armata 37 mm), aby mieć jakieś większe znaczenie.
Panowie powoli, Japończycy budowali czołgi pod swoją doktrynę i w miarę nowoczesne, prawie wszystkie z silnikami diesla. Ch-nu i Cj- to były czołgami o parametrach wozów europejskich nie mówiąc o 120 tonowym Oi.
Wysłany: 2008-07-16, 10:03
Oddział: Oddziały Specjalne
Japoński superciężki czołg O-I był zupełnym nieudacznikiem. Zdaje się, że powstał tylko jeden egzemplarz przechodzący testy w Mandżurii:
http://japan.greyfalcon.us/O.htm
Z tym Oi to faktycznie nie wiadomo do końca jak było.
Krupkugelpanzer dziwolagiem nie był kształt wymusiło zastosowanie zapewniam Cię ze w Kubince jest więcej dziwolągów ten zresztą też tam stoi, nie wiem czy mi na tym forum wolno, ale tak na ucho wejdź na Forum info czolgi dział Militaria - Prototypy nigdy nie zrealizowane tam znajdziesz cymelia o których Ci sie nie śniło.
Co do japońskich czołgów pływających to wszystkie były praktycznie do użycia przy stanie morza zero również chwalony Kachisha najlepiej podobno spisywała sie amfibia Katsuha.
Wysłany: 2008-07-17, 17:10
Oddział: Oddziały Specjalne
Jak myślicie:, w jakim stopniu rozwój japońskiej myśli pancernej doby IIWŚ był inspirowany przez transfer niemieckiej technologii? Podobieństw jest sporo. Wystarczy przecież porównać rozwiązania stosowane w O-I a w Mausie, Ho-Ha a SdKfz 251, Chi-Ri a Tygrysie czy Chi-To a Panterze.
Ja bym się wyśmiewał w tym przypadku, kiedy spotykamy się z określeniem "czołg piechoty" tylko po prostu poczytał rożne wspomnienia i opisy bitew lądowych na wyspach Pacyfiku. Dość często zdążało sie, że czołgi były dosłownie w niebiosa wynoszone przez japońskich samobójców i samodzielne działania były nie możliwe. Dla żołnierzy piechoty morskiej, właśnie czołgi miały wręcz zbawienne znaczenie i były głównym punktem obronny każdego oddziału. W dodatku Japończycy wbrew opiniom nie byli bezbronni - mieli masę rożnych sposobów zwalczania czołgów. W dodatku w początkowej fazie wojny na Pacyfiku to właśnie czołg japońskie mimo prymitywnej konstrukcji były dość często kluczem do sukcesów armii cesarskiej. Gdy jednak pojawiły się Shermany, a od 1944 roku stanowiły rdzeń sił pancernych na Pacyfiku, to jednak Japończycy po prostu ulegli. W dodatku amerykańska artyleria okrętowa współpracy z lotnictwem i oddziałami lądowymi miała duże pole do popisu i pojawienie sie japońskich czołgów nie miało większego znaczenia. Natomiast groźni byli właśnie samobójcy, miny pułapki, działa przeciwpancerne i butelki z benzyną. Mimo to czołgi, jako pojazdy piechoty dość często dobijały wojska japońskie, jak na Iwo Jmie i Okinawie gdzie bez czołgów straty byłby o wiele większe.
mostostal napisał/a:
Japończycy kupili Tygrysa od Niemców , ale nie dotarł . Ciekawe jak by się spisał kociak w takim terenie?
Teren, w jakim były prowadzone walki dawał taką przewagę aliantom i Japończykom w niszczeniu broni pancernej wroga, że "kociaki" szybko po prostu poszyłby do nieba. Potęga niemieckiego czołgu nie miałaby znaczenia, walki prowadzone na dystansach 50-200 metrów nie pozwalały na odpowiednie użycie Tygrysów ani żadnych innych czołgów. Trzymanie wroga na dystans było niemożliwe. Bez dużej, fanatycznej wręcz eskorcie piechoty, czołgi po prostu szybko zniknąłby z teatru działań. W dodatku teren był dość często albo podmokły, albo jak na Iwo Jmie mulasto - wydmisty oraz pełen miękkiej gleby wulkanicznego pochodzenia – z pyłów i dymów(piaszczysty po prostu), że czołgi bez rozkładanych mat, lub stworzenia przez oddziały saperów (a tak było) często ponosząc przy tym wielkie straty i szybko po prostu sie zakopywały i stawały sie bezużyteczne. Shermany miały wielkie problemy w tym terenie, a co dopiero Tygrysy.
_________________
"Jest tylko jedna zasada taktyki, która nie podlega zmianom: użyć tego, co pod ręką, by zadać jak najwięcej ran, śmierci i zniszczenia wrogowi w jak najkrótszym czasie." George S. Patton
Zdaje się, że w rejonie Pacyfiku czołgów na większą skalę użyto dopiero na Filipinach w 1945. Michaił Bariatyński w książce "Wielikaja tankowaja wojna 1939-1945" twierdzi, że Japończycy zgromadzili tam (głównie w 2.DPanc) około 200 czołgów. Amerykanie (głównie w siedmiu batalionach pancernych i trzech batalionach niszczycieli czołgów) dysponowali około 500 wozami pancernymi. Do największej bitwy pancernej (nazwa trochę na wyrost) na Filipinach miało dojść 24.01.1945 koło San Manuel na wyspie Luzon. 161.DP wsparta samobieżnymi haubicami M 7 i kompanią czołgów M 4 z 716-go pancernego batalionu zaatakowała pozycje japońskiego 7-go pułku pancernego dysponującego 45 czołgami. 28 stycznia resztki Japończyków ruszyły do samobójczego ataku i zostały dosłownie rozstrzelane. Amerykanie mieli stracić trzy Shermany i jedną M 7.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach