Z pewnością nie bylbyśmy w stanie zrównoważyć przewagi ilościowej Niemców, w tej dziedzinie- ale, produkując np. 200-300 sztuk 7TP rocznie- od 1936 roku, mielibyśmy potencjał pancerny- pozwalający na znacznie większą elastyczność operacyjną jego użycia, poza tym- czynnik zniechęcający Niemców do agresji, byłby znacznie bardziej przekonujący.
Osobiście, jak chodzi o silnik do 7/9TP uważam, że gaźnikowa jednostka napędowa byłaby bardziej racjonalna, ze względów logistycznych.
Ale, z drugiej strony- o ile pamiętam, sam silnik Diesla o mocy wystarczającej do napędzania tych czołgów- był wtedy, silnikiem łatwiej dostępnym ( i dlatego został wybrany, do napędu 9TP)- od silników gaźnikowych.Oczywiście, gdyby na początku rozwoju konstrukcyjnego 7TP- wybrano silnik zasilany benzyną, sytuacja byłaby inna.
Drugą partię 16 kolejnych czołgów 7TP, zbudowano też w wariancie dwuwieżowym, choć ten pomysł nie należał do fortunnych. Radykalna zmiana nastąpiła jednak dopiero w roku 1937, kiedy zdołano opracować półautomatyczną armatę kalibru 37 mm, przystosowaną do zainstalowania w wozach jednowieżowych. Była to udana adaptacja znanej już armaty przeciwpancernej, produkowanej na dużą skalę w oparciu o licencję szwedzkiej firmy Bofors. Tę świetną armatę zamontowano na czołgach trzeciej generacji w ilości 36 sztuk i
przebudowanej drugiej, a potem w dwóch następnych. Pierwszy model wieży, mieszczącej armatę i sprzężony z nią karabin maszynowy, był źle wyważony, toteż w porozumieniu z Boforsem zaprojektowano jego modernizację, dodając z tyłu pancerną niszę na krótkofalową radiostację N2/C. Ulepszono również przyrządy celownicze i w
górnej płycie wieży zainstalowano peryskop zaprojektowany przez mjr. Inż. Rudolfa Gundlacha do obserwacji okrężnej, zakupiony też przez koncern Vickers-Armstronga na prawach polskiego patentu. W takiej postaci czołg 7 TP z zapasem 80 scalonych naboi do armaty i 3960 naboi do karabinu maszynowego stawał się sprawnym narzędziem walki, w niczym nie ustępując wozom boj owym niemieckiej armii z własną przewagą w sile ognia.
Radykalna zmiana nastąpiła jednak dopiero w roku 1937, kiedy zdołano opracować półautomatyczną armatę kalibru 37 mm, przystosowaną do zainstalowania w wozach jednowieżowyc
Nie pomogłoby nam nawet 1000 czołgów 7TP. W jakichkolwiek wersjach.
Nie potrafiliśmy wykorzystać nawet tych dwóch batalionów które posiadaliśmy. Jeden, właściwie w ogóle nie wszedł do walki. Drugi - tylko raz został użyty zgodnie ze swoim przeznaczeniem ( z powodzeniem)
Można jeszcze wspomnieć o trzecim batalionie czołgów uzbrojonym w R35 - też nie wszedł do walk.
Nasza wyższa kadra oficerska nie potrafiła ( nigdy nie została przeszkolona) wykorzystać broni pancernej w takiej formie jak użyli Niemcy. To jakiś paradoks ( ale pozorny) że znacznie lepiej sprawdzily się kompanie czołgów rozpoznawczych i dywizjony rozpoznawcze. Najzwyklej w świecie tu nasza kadra lepiej lub gorzej wiedziała jak z tej broni skorzystać. Bo tak ich uczono i nauczono. Wykorzystać broń pancerną w większych zgrupowaniach - to już przekraczało ich możliwości taktyczne.
To był ten sam problem co z Francją w 1940 roku. Zupełnie inne założenia taktyczno-operacyjne. Ta sama kwestia co z Rosja Radziecką w 1941 - mieli kilka razy więcej czołgów i w niczym im to nie pomogło - przynajmniej dopóty, dopóki nie nauczyli się ich używać.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach